Nie lękajcie się dziatki moje!

02/02/2012 § 2 Komentarze

Dziś na mój – szumnie nazywający się blogiem – bazgrolnik zawitało dwóch Podglądaczy. Osobnicy owi zajrzeli i znikli, nie pozostawiając śladu swej bytności. Oto co na to powiem – dobitne „hm hm hm!” Czyżby weszli przez przypadek? Czyżby nieostrożna ręka zadrżała w kluczowym momencie i niczemu nie winny Czytelnik wpadł nieopatrznie na tę szelmowską, niekulturalna stronę? I sekundę potem, zorientowawszy się w czyje sidła wpadł, i nie chcąc patrzeć na me nieprzystojne myśli czym prędzej oddalił się, przymykając wstydliwie oczy.

Czytelniku!

Nie obawiaj się! Czyż moja skromna osoba może splamić twe szlachetne oblicze cieniem nieobyczajności, wejść do twej białej duszy i ją beznamiętnie zbescześcić?

Nikogo nie będziemy bezcześcić, a już na pewno nie beznamiętnie!

Więc jeśli Ktoś, zabłądziwszy, zapuści tu swe bojaźliwe oko, niech wejdzie, rozgości się przy ogniu i poczeka. Po chwili cienie w kątach zanikną i posępne zamczysko jawić się będzie spokojną chatą. Może lekko straszną, owszem, ale niezmiennie interesującą.

Reklamy

Zamarzając w mroku

01/02/2012 § Dodaj komentarz

Siedzę na termoforze.

Sprawiłam sobie takie cudo do ogrzewania szczeniąt – trzyma do 8 godzin. Nareszcie ulga dla przechłodzonego zadka. Herbata w dłoń, laptop na kolana i gruby kot na stopach (o ile bydle akurat nie odmówi współpracy i nie przeniesie swojego arystokratycznego kupra na kaloryfer). Jak tu być kreatywnym, żywiołowym? Nic tylko marudzić, zrzędzić i tyć. Taki to już nasz wschodnioeuropejski los. I jak tu się wyrwać z przeciętności, dojść do czegoś?

Nie marudzić, zrobić plan działania i być konsekwentnym

Ty już naprawdę mógłbyś się zamknąć. Dlaczego tak jest, że wewnętrzne głosy są zawsze takie mądralińskie? I każą się pisać z Wielkiej Litery. Buce. Ale co racja, to racja, trzeba ruszyć tyłek, bo „samo się nie zrobi.” A za pięć lat nie chce mieć nadal przymarzniętego tyłka do tej samej kanapy.

Pora w drogę!

Zima odmrozi Twój kościsty tyłek

01/02/2012 § Dodaj komentarz

Dziś pierwszy  dzień z trwającej wiecznie gehenny codziennego pisania. Jest co prawda 11.00, a powinnam to robić zaraz po wstaniu z łóżka, lecz z braku laku… Pisanie o świcie będzie cholernie trudne, bo rano chce mi się spać jak nigdy, a miejskie kolejki nie czekają. Chyba, że akurat to ja będę na peronie punktualnie, przytupując i trzeszcząc wręcz z zimna. Wtedy jest gwarancja, że albo konduktorowi zechce się przymarznąć do szyn, padnie elektryka lub po prostu stary niemiecki grat pociągu nie zechce pracować tego dnia, wystosowując kategoryczne żądanie o natychmiastowym przeniesieniu na zasłużoną emeryturę.

Ale co mi z tego? Jako posiadaczka dość kościstego ciała nie mam tych wielkich powierzchni tłuszczu, pod którymi mogą się skryć i ogrzać inne panie. Po cholerę ja głupia wylewam siódme poty na siłowni. Chciała baba, to ma! Niech teraz marznie przy -30 stopniach!

Oto odkryłam wymówkę, która zamknie usta każdemu wrednemu facetowi, dopytującego swoją małżonkę, czy nie przeszkadza jej ta nowa, ważąca 20 kg fałdka, którą śmiał zauważyć na jej wysmukłym boku. „To zapas na zlodowacenie, gdzie takie chuchra jak Ty przestaną istnieć, zamarzną gdzieś w drodze  do schronu, a my, najlepiej przystosowane, będziemy rządzić światem!”

Tylko pytanie, jak długo. Cholesterol działa skuteczniej niż mróz.

Czy naprawdę warto tuczyć się na wypadek Apokalipsy?

Drogie Panie, chodzimy po schodach, raz, raz, raz! Bo od kęsa czekolady słodszy jest widok własnych stóp, a nie tylko brzuch, brzuch i brzuch, do znudzenia.

Run For Your Lives!

Początek końca

01/02/2012 § Dodaj komentarz

Witam samą siebie!

Może to brzmi trochę schizofrenicznie, ale miło mi przywitać siebie, mojego odwiecznego druha (choć nie zawsze wiernego, bo to straszna zołza). Spędzimy tu razem trochę czasu, choć nigdy nie wiadomo, czy tak szybko, jak napłynęła myśl o zrobieniu, o zgrozo!, bloga, nie pogrąży się ona z powrotem w chaosie mojego umysłu.

Ale czy bezpiecznie jest puszczać wolno moje myśli na ten na razie spokojny i niewinny świat?

A teraz, pogrążona w śniegach i mrozach niegościnnej Polski, wyciągam rękę znad zaspy i kostniejącymi palcami macham do siebie – żegnaj.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Luty, 2012 at Przetrwanie to za mało!.